sobota, 14 czerwca 2014

CHAPTER 2

Dzięki uprzejmości Danielle dotarłam na następną lekcję, i na wszystkie inne. Zajęcia w szkole dobiegły końca. Pakując książki do szafki spostrzegłam na sobie wzrok Zayna - tego chłopaka, który zrzucił mi podręczniki. Uważnie mi się przyglądał. Nie wiedziałam tylko dlaczego. Jakaś mała cząstka mnie, miała chyba nadzieję, że może myśli o mnie w sposób pozytywny, a nie z pogardą, jak robiła to większość. Spojrzałam na niego. Nasze oczy się spotkały, co prawda nie był blisko mnie, ale czułam jakby był tuż przede mną. Z tego tajemniczego stanu wyrwała mnie Danielle. Podbiegła do mnie i chwyciła w talii, obróciła mnie i pożegnała się szybkim całusem w policzek. Stałam trochę zdziwiona i zmieszana. Chyba bardzo szybko nawiązuje znajomości.
-Do zobaczenia jutro.- Krzyknęła na pożegnanie odwracając się i machając do mnie.
Niepewnie jej odmachałam i zamknęłam szafkę. Oparłam głowę o szafkę myśląc o jego hipnotyzujących oczach. Były takie piękne, w świetle słońca bursztynowe, ale gdyby się tylko poruszył o milimetr, kolor zmieniłby się na ciemny brąz. To było takie dziwne... Nie widziałam co myśleć. Wychodząc na dziedziniec szkoły przyuważyłam dobrze znane mi auto. Z grymasem niezadowolenia szybko udałam się w jego stronę. Otworzyłam drzwi i wsiadłam bez słowa. Przywitał mnie mój tata.
-Dzień dobry Desiree.-Odparł poważnym tonem spoglądając na mnie z przedniego fotela.
Nic nie odpowiedziałam tylko na niego spojrzałam. Opuszczając wzrok zakryłam włosami twarz, nie lubiłam, gdy ktoś się na mnie patrzył.
-Zawieź mnie do domu, nie chcę dzisiaj jechać do kliniki...-Powiedziałam i zatopiłam się w lekturze książki
-Źle z Noahem, na prawdę, on Cię teraz potrzebuje...N...Nie wiadomo ile czasu mu zostało...-Odparł opuszczając głowę na kierownicę.
Podniosłam wzrok na tatę i zauważyłam pojedyncze łzy powoli spadające na robocze spodnie. Spadały jakby w zwolnionym tempie, albo ja je tak widziałam, sama nie wiem. Oczy zaszły mi łzami. Wysiadłam z tylnego siedzenia auta i podeszłam do drzwi kierowcy. Otworzyłam je i jak najmocniej wtuliłam się w tatę. Wstał, więc ja również wstałam. Tak bardzo płakał. Ja również nie stałam jak słup, płakałam równie mocno jak on. Płakałam jakby uchodził ze mnie cały ten ból, te emocje które w sobie tłamsiłam, bo nie potrafiłam się z nimi uporać... Szeptałam mu co chwilę do ucha, że go przepraszam. Przepraszałam za bycie okropną córką, przepraszałam za próżność, przepraszałam za brak wsparcia we mnie.Tata otarł łzy szybkim ruchem i spojrzał na mnie przekrwionymi oczami. Były pełne miłości, zaangażowania i troski. Wręcz mówiły do mnie, że nie mam za co przepraszać, bo to nie moja wina. To był pierwszy raz gdy widziałam tatę w takim stanie, te lata walki o Noaha, miesiące przesiedziane przy jego łóżku, godziny rozmów z wszystkimi znanymi lekarzami, majątek wydany na operacje, to wszystko na nic.
-Wszystko będzie dobrze.- Szeptałam mu do ucha, przynajmniej tak sądziłam...
***
-Noah, braciszku...- Przywitałam nastolatka, co prawda udawanym, ale szerokim uśmiechem. Chyba się nie zorientował, bo odwzajemnił mi się super szczerym uśmieszkiem. Ukazując białe ząbki tak jakby podnosił mnie na duchu. Dawał mi nadzieję, bym wierzyła, że wszystko wróci do normy. Dzięki niemu miałam tą siłę, dzięki której budziłam się każdego ranka. Mama siedziała na krzesełku ustawionym obok szpitalnego łóżka Noaha. Z każdej strony sali były białe jak śnieg ściany, łóżko, krzesła, pościel i wszystko co było w sali, nie należące do nas było białe. Tata podszedł do mamy i wziął ją pod rękę. Poszedł z nią chyba do kawiarenki, by coś zjadła, bo wyglądała na prawdę marnie. Nie jadła nic od kilku dni. Oboje śledziliśmy ich wzrokiem, aż nie zniknęli za zakrętem. Aparat do którego przypięty był Noah co chwila pikał. 
-Za niedługo usnę siostrzyczko...Czuję to...- Powiedział do mnie z chrypą w głosie
-Jesteś pewnie zmęczony.- Mówiąc to pocałowałam go w czoło. 
Gdy usłyszałam co powiedział moje serce się wzdrygnęło, do oczu napłynęły łzy. Wiedziałam, że nie chodziło mu o sen taki jaki jest w nocy, czy też o drzemkę. On mówi o śmierci. Zacisnęłam zęby z całych sił. Nie chciałam, by widział jak płaczę...
-Ale nie o taki sen mi chodzi. Wiesz...- Jego głos zadrżał.-Kiedyś byłem w twoim pokoju. I na biurku leżała książka, wziąłem ją, bo myślałem, że już ją przeczytałaś. Chciałem na niej porysować, ale otworzyłem ją na jakiejś stronie. Przypadkowa była, uwierz mi. I spojrzałem na jedną z kartek. Podkreśliłaś na niej cztery słowa. Calderon de la barke. Proszę, powiedz mi co to znaczy. Jestem taki ciekawy, ale jakoś nie mam okazji jak sprawdzić.-
-Życie jest snem. Calderon de la barke to znaczy życie jest snem.
-Życie jest snem, z którego budzimy się dopiero w niebie.-Podsumował 
Spojrzałam na niego i nie mogłam powstrzymać łez. Schowałam twarz w dłoniach i płakałam. Zimna dłoń dotknęła moich rąk i je odsłoniła. Noah spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczyma i lekko pokiwał głową. Dał mi do zrozumienia, bym nie płakała. Gdy rodzice weszli do sali szybko otarłam łzy i wybiegłam do łazienki. Nie chciałam by widzieli mnie w takim stanie. Wyjrzałam zza rogu do sali Noaha i przyuważyłam jak się śmieje z rodzicami. On ma bardzo misterny plan. Chce by rodzice i ja zapamiętali go jako wesołego, pełnego życia Noaha, a nie umierającego na niezgodność szpiku chłopca. Udałam się do szpitalnej kawiarenki. Zamówiłam ciastko i kawę. Usiadłam przy jednym ze stolików i czekałam na zamówienie.
-Desiree Bright.-Usłyszałam za sobą głos. 
Serce zaczęło mi szybciej bić. Zacisnęłam dłoń na kubku z dopiero co przybyłą kawą. Obróciłam głowę w stronę hipnotyzującego głosu. Moim oczom ukazała się postać Zayna. Tak. Tego Zayna Malika. Tego, który zrzucił mi książki i się ze mnie śmiał. Stał za mną taki sobie nieziemsko przystojny, z kubkiem kawy w ręce. Czułam jak policzka robią mi się momentalnie czerwone. Spuściłam głowę i zakryłam włosami twarz. Zayn pewnym krokiem ruszył do mojego stolika. Odsunął sobie jak gdyby nigdy nic krzesło i usiadł na przeciwko mnie. Siedział tak z minutę nie robiąc nic innego, tylko się we mnie wpatrując. Ja przez tę minutę czułam się tak potwornie skrępowana, twarz chowałam za włosami, by nie widział rumieńców. Musiałam zwolnić uścisk na kubku od kawy, bo by pęknął zaraz. Unoszący się w kawiarence zapach kawy, był niczym w porównaniu do jego perfum. Były piękne, pachniały prawdziwym mężczyzną. W tym momencie jego brązowo-hebanowe oczy powędrowały na dłonie. Przeskanował je dokładnie.
-Wiesz, raz słyszałem takie powiedzenie, że oczy i dłonie są zwierciadłem duszy. A że spojrzałem już Ci w oczy, teraz patrzę na dłonie, i widzę, że jesteś niesłychanie skryta. Pozwól mi się odkryć.- Jego głos rozbrzmiał w mojej głowie przebijając się przez wszystkie moje bariery ustawione w głowie. Spoglądnęłam na niego. Na twarzy namalował lekki uśmiech. Lekki zarost spowodował, że wyglądał na dużo bardziej dorosłego, niż w rzeczywistości był.

piątek, 9 maja 2014

CHAPTER 1

-Dzień dobry panno Bright. Tam na tyle klasy jest kilka wolnych miejsc. Proszę sobie jakieś wybrać i usiąść. Za chwile zaczniemy zajęcia- Oznajmił niewysoki nauczyciel z nadwagą. Poprawił płynnym ruchem ręki okulary i zawisnął nad dziennikiem, by w końcu zacząć sprawdzać listę obecności. Profesor McCollins płynnie czytał imię i nazwisko każdego po kolei, by następnie przejechać po całej klasie wzrokiem i zatrzymać się na wyznaczonej osobie, zmierzyć ją wzrokiem, i przejść do następnej i tak cały czas. Już na mojej pierwszej lekcji zauważyłam, że jego dziwnym zwyczajem było dodawanie przydomka "panna" lub "pan"... To była cecha, która różniła go od wielu poznanych wcześniej przeze mnie nauczycieli.
Niepewnym siebie krokiem ruszyłam przez środek klasy poprawiając przy tym włosy, by zasłonić jak największą część twarzy. Większość par oczu zwrócona była na mnie, więc starałam się to zrobić jak najszybciej mogłam. Gdy w końcu dotarłam na koniec klasy zdjęłam plecak i usiadłam na jednym z czterech wolnych miejsc. Siedziałam sam, bo tak wolałam... Zajęłam to miejsce najbardziej w kącie. Jeszcze przez kilka minut słyszałam jak kilka osób szeptało coś do siebie powtarzając tylko moje imię lub nazwisko. Czterdzieści pięć minut później rozbrzmiał zadziwiająco głośny dzwonek. Wszyscy spakowali swoje rzeczy czym prędzej mogli i wyszli z klasy. Zostałam tylko ja, ostatnia sierota, której spadł piórnik. Zbierałam długopisy by móc je spakować do jeansowego piórnika. Własnie wstawałam z podłogi, gdy koło mnie przeszedł niewyobrażalnie przystojny chłopak. Miał brązowe włosy z blond pasemkiem, które można by było zobaczyć z drugiego końca szkoły i głęboko brązowe oczy, które były we mnie wpatrzone i śledziły każdy mój ruch. Na jego idealnie, lekko różowe usta wkradł się cień uśmieszku. W końcu chłopak ruszył się i jednym gwałtownym ruchem zrzucił resztę moich książek i śmiejąc się do swoich znajomych sam wyszedł z klasy.
-Zayn, Zayn!- Zawołał go Profesor McCollins
Na korytarzu słyszałam jak się nadal ze mnie śmieją.  Pan Steve podbiegł do mnie czym prędzej i pomógł zbierać moje rzeczy. Niezdarne ruchy,nie pomagały zbytnio, bo z rąk jeszcze razy wypadły mu moje książki.
-Przepraszam Cię za niego Desiree.- Zaczął tłumaczyć się Profesor McCollins
-Niech Profesor nie przeprasza, nie ma Profesor za co...- Dodałam szybko, bo zauważyłam wyraźne zakłopotanie na twarzy nauczyciela geografii. -Ja już może pójdę, za chwile następna lekcja...- Wyciągnęłam kosmyk włosów zza ucha, by zakryć część twarzy. Zarzuciłam plecak i wyszłam z sali. Na pożegnanie wymieniłam się z Profesorem McCollinsem uśmiechami. Dopiero gdy stanęłam za rogiem sali zrozumiałam, co zrobiłam. Wyszłam z bezpiecznej sali, i znalazłam się na korytarzu pełnym obcych mi twarzy. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnęłam małą pogiętą karteczkę zapisany na niej był plan lekcji na najbliższy tydzień.
Na korytarzu zauważyłam tylko jedną osobę, która nie patrzy się na mnie jak na kosmitkę, była to pewna dziewczyna. Uśmiechnęła się do mnie... Stała sobie po prostu na korytarzu i patrzyła na mnie. Miała przeogromną burzę loków, była szczupła i modnie ubrana. Zaciekawiło mnie dlaczego patrzy akurat na mnie. lecz gdy zorientowałam się, że zauważyła ona, jak się w nią wpatruję, moje oczy powędrowały na czubki butów, a potem na kartkę... Następną lekcją była fizyka. Piętro pierwsze, sektor C, sala 103... Stałam i wpatrywałam się w kompletnie nic nie mówiące mi liczby... Kątem oka zauważyłam drobny ruch. Spojrzałam w stronę tamtej dziewczyny i zauważyłam, że idzie w moim kierunku pewnym krokiem.
-Cześć. Jakiej sali szukasz?- Odezwała się do mnie pierwsza. Miała dość charakterystyczny głos. Spodobał mi się.
Pokazałam jej kartkę i zakreśliłam palcem salę od fizyki. Spojrzała na mnie i znów na kartkę.
-Jestem Danielle.- Oznajmiła mi nadal wpatrując się w kartkę.
-Ja mam na imię...- Zaczęłam zdanie niepewnym siebie głosem
-Desiree.- Dokończyła za mnie. -Wiem.- Dodała i szeroko się uśmiechnęła
Spuściłam wzrok. Zaczęłam się zastanawiać skąd ona to może wiedzieć. W głowie zaroiło mi się od tysiąca myśli. Czy wie o mnie co więcej?
-Chodź, zaprowadzę Cię pod tą salę.
Danielle ruszyła pewnym krokiem w stronę jedynych na horyzoncie schodów. Szybko ją dogoniłam. Kilka chłopców i dziewczyn patrzyło się dziwnie na nas. Danielle miała wiele koleżanek, co chwila witała się z inną. Też bym tak chciała. Gdy już prawie byłyśmy przy schodach zauważyłam znanego mi chłopaka. Siedział sobie obok szafek chyba ze swoją bandą.
-Zaczekaj sekundkę- Rzuciła i szybko skręciła w ich stronę.
Chłopaków było pięciu. Każdy różnił się od siebie. Danielle podeszła do jednego z nich i namiętnie się z nim przywitała. Koleś miał lekki zarost, ubrany był w koszulkę z Chicago Bulls, opuszczone spodnie i snap backa. Był cholernie przystojny. Na imię miał bodajże Liam. Tak. Chyba tak do niego zawołała. Wśród nich był jeszcze Zayn... To właśnie on zrzucił mi książki z ławki na poprzedniej lekcji. Stałam obok schodów jak idiotka czekając aż Danielle wróci. Znałam ją co prawda z 10 minut, ale na razie jako jedyna okazała się miłą osobą...

piątek, 14 marca 2014

PROLOGUE

Też tak masz, że czasem tuż przed snem, myślisz sobie, jakby to było, gdybyś nie spotkała tej jednej osoby. Tej jednej jedynej, która obróciła Twoje dotych czasowe życie. Wiele osób osądza Cię po wyglądzie. Ale gdy masz przeszłość, którą boisz się komukolwiek wyjawić życie staje się trudniejsze... Robisz wszystko, by nikt nie zwracał na Ciebie uwagi, nikt nie patrzył Ci w oczy, które moga powiedzieć dosłownie wszystko... Moc, którą posiadają wyłącznie Widzący, może zepsuć cały misterny plan ukrycia się w swoim własnym świecie... Azyl jeszcze nigdy nie był jej tak potrzebny jak teraz...



"Oni mnie nienawidzą"
"Nie znają prawdziwej Ciebie"
"Dlaczego się nawet nie starają?"
"Tak jest łatwiej. Ocenić książkę po okładce..."


***