-Dzień dobry panno Bright. Tam na tyle klasy jest kilka wolnych miejsc. Proszę sobie jakieś wybrać i usiąść. Za chwile zaczniemy zajęcia- Oznajmił niewysoki nauczyciel z nadwagą. Poprawił płynnym ruchem ręki okulary i zawisnął nad dziennikiem, by w końcu zacząć sprawdzać listę obecności. Profesor McCollins płynnie czytał imię i nazwisko każdego po kolei, by następnie przejechać po całej klasie wzrokiem i zatrzymać się na wyznaczonej osobie, zmierzyć ją wzrokiem, i przejść do następnej i tak cały czas. Już na mojej pierwszej lekcji zauważyłam, że jego dziwnym zwyczajem było dodawanie przydomka "panna" lub "pan"... To była cecha, która różniła go od wielu poznanych wcześniej przeze mnie nauczycieli.
Niepewnym siebie krokiem ruszyłam przez środek klasy poprawiając przy tym włosy, by zasłonić jak największą część twarzy. Większość par oczu zwrócona była na mnie, więc starałam się to zrobić jak najszybciej mogłam. Gdy w końcu dotarłam na koniec klasy zdjęłam plecak i usiadłam na jednym z czterech wolnych miejsc. Siedziałam sam, bo tak wolałam... Zajęłam to miejsce najbardziej w kącie. Jeszcze przez kilka minut słyszałam jak kilka osób szeptało coś do siebie powtarzając tylko moje imię lub nazwisko. Czterdzieści pięć minut później rozbrzmiał zadziwiająco głośny dzwonek. Wszyscy spakowali swoje rzeczy czym prędzej mogli i wyszli z klasy. Zostałam tylko ja, ostatnia sierota, której spadł piórnik. Zbierałam długopisy by móc je spakować do jeansowego piórnika. Własnie wstawałam z podłogi, gdy koło mnie przeszedł niewyobrażalnie przystojny chłopak. Miał brązowe włosy z blond pasemkiem, które można by było zobaczyć z drugiego końca szkoły i głęboko brązowe oczy, które były we mnie wpatrzone i śledziły każdy mój ruch. Na jego idealnie, lekko różowe usta wkradł się cień uśmieszku. W końcu chłopak ruszył się i jednym gwałtownym ruchem zrzucił resztę moich książek i śmiejąc się do swoich znajomych sam wyszedł z klasy.
-Zayn, Zayn!- Zawołał go Profesor McCollins
Na korytarzu słyszałam jak się nadal ze mnie śmieją. Pan Steve podbiegł do mnie czym prędzej i pomógł zbierać moje rzeczy. Niezdarne ruchy,nie pomagały zbytnio, bo z rąk jeszcze razy wypadły mu moje książki.
-Przepraszam Cię za niego Desiree.- Zaczął tłumaczyć się Profesor McCollins
-Niech Profesor nie przeprasza, nie ma Profesor za co...- Dodałam szybko, bo zauważyłam wyraźne zakłopotanie na twarzy nauczyciela geografii. -Ja już może pójdę, za chwile następna lekcja...- Wyciągnęłam kosmyk włosów zza ucha, by zakryć część twarzy. Zarzuciłam plecak i wyszłam z sali. Na pożegnanie wymieniłam się z Profesorem McCollinsem uśmiechami. Dopiero gdy stanęłam za rogiem sali zrozumiałam, co zrobiłam. Wyszłam z bezpiecznej sali, i znalazłam się na korytarzu pełnym obcych mi twarzy. Z tylnej kieszeni spodni wyciągnęłam małą pogiętą karteczkę zapisany na niej był plan lekcji na najbliższy tydzień.
Na korytarzu zauważyłam tylko jedną osobę, która nie patrzy się na mnie jak na kosmitkę, była to pewna dziewczyna. Uśmiechnęła się do mnie... Stała sobie po prostu na korytarzu i patrzyła na mnie. Miała przeogromną burzę loków, była szczupła i modnie ubrana. Zaciekawiło mnie dlaczego patrzy akurat na mnie. lecz gdy zorientowałam się, że zauważyła ona, jak się w nią wpatruję, moje oczy powędrowały na czubki butów, a potem na kartkę... Następną lekcją była fizyka. Piętro pierwsze, sektor C, sala 103... Stałam i wpatrywałam się w kompletnie nic nie mówiące mi liczby... Kątem oka zauważyłam drobny ruch. Spojrzałam w stronę tamtej dziewczyny i zauważyłam, że idzie w moim kierunku pewnym krokiem.
-Cześć. Jakiej sali szukasz?- Odezwała się do mnie pierwsza. Miała dość charakterystyczny głos. Spodobał mi się.
Pokazałam jej kartkę i zakreśliłam palcem salę od fizyki. Spojrzała na mnie i znów na kartkę.
-Jestem Danielle.- Oznajmiła mi nadal wpatrując się w kartkę.
-Ja mam na imię...- Zaczęłam zdanie niepewnym siebie głosem
-Desiree.- Dokończyła za mnie. -Wiem.- Dodała i szeroko się uśmiechnęła
Spuściłam wzrok. Zaczęłam się zastanawiać skąd ona to może wiedzieć. W głowie zaroiło mi się od tysiąca myśli. Czy wie o mnie co więcej?
-Chodź, zaprowadzę Cię pod tą salę.-
Danielle ruszyła pewnym krokiem w stronę jedynych na horyzoncie schodów. Szybko ją dogoniłam. Kilka chłopców i dziewczyn patrzyło się dziwnie na nas. Danielle miała wiele koleżanek, co chwila witała się z inną. Też bym tak chciała. Gdy już prawie byłyśmy przy schodach zauważyłam znanego mi chłopaka. Siedział sobie obok szafek chyba ze swoją bandą.
-Zaczekaj sekundkę- Rzuciła i szybko skręciła w ich stronę.
Chłopaków było pięciu. Każdy różnił się od siebie. Danielle podeszła do jednego z nich i namiętnie się z nim przywitała. Koleś miał lekki zarost, ubrany był w koszulkę z Chicago Bulls, opuszczone spodnie i snap backa. Był cholernie przystojny. Na imię miał bodajże Liam. Tak. Chyba tak do niego zawołała. Wśród nich był jeszcze Zayn... To właśnie on zrzucił mi książki z ławki na poprzedniej lekcji. Stałam obok schodów jak idiotka czekając aż Danielle wróci. Znałam ją co prawda z 10 minut, ale na razie jako jedyna okazała się miłą osobą...